Listy z pustki

Tłumacz: 
Grzegorz Kuśnierz
Kategoria: 

Ed Brown, z wprowadzenia do „Nie zawsze tak” („Not Always So”)

Shunryu Suzuki Roshi (1904-1971), japoński mnich zen należący do tradycji soto przybył do San Fransisco w 1959 roku, w wieku 54 lat. Niewątpliwie był jednym z najbardziej wpływowych mistrzów zen naszych czasów, a jego nauczanie w bardzo dużym stopniu przyczyniło się do zadomowienia buddyzmu zen w Ameryce.

Praktykujemy shikantaza1 po to, żeby urzeczywistnić pustkę. Chociaż można osiągnąć pewne jej zrozumienie dzięki myśleniu, musisz ją jednak zrozumieć poprzez doświadczenie. Mamy koncepcję pustki oraz koncepcję istnienia, myślimy, że są to dwie skrajności. Jednak w buddyzmie obie te koncepcje mówią o istnieniu. Prawdopodobnie przez pustkę rozumiemy coś innego, niż ludziom się zwykle wydaje. Nie da się w pełni zrozumieć pustki wyłącznie dzięki myśleniu lub czuciu. Dlatego właśnie praktykujemy zazen.

Pojęcie shosoku opisuje uczucie, jakie mamy, gdy otwieramy list z domu. Nawet jeśli nie ma w nim żadnych zdjęć, to wiemy coś o nim, wiemy co ludzie tam robią, które kwiaty właśnie zakwitły. To jest właśnie shosoku. Chociaż nie ma żadnej pisemnej informacji ze świata pustki, to mamy pewne wskazówki czy przeczucie tego, co się w tym świecie dzieje — a to jest, można by rzec, oświecenie. Kiedy widzisz kwitnącą śliwę lub słyszysz dźwięk kamyczka stukającego w bambus, to są właśnie listy z pustki.

Poza światem, który jesteśmy w stanie opisać istnieje jeszcze inny świat. Wszystkie opisy rzeczywistości są jedynie ograniczonymi wyrazami świata pustki. Mimo tego przywiązujemy się do tych opisów i bierzemy je za rzeczywistość. Jest to oczywisty błąd, ponieważ opis rzeczywistości nie jest rzeczywistością, kiedy tak myślisz, twoje własne idee deformują obraz. To jest właśnie koncepcja „ja”.

Wielu buddystów popełniło ten błąd. Dlatego właśnie byli przywiązani to pisanych przekazów czy słów Buddy. Uważali, że jego słowa są najważniejsze i sposobem na utrzymanie nauk przy życiu jest pamiętanie tego, co powiedział. Ale wszystko co Budda powiedział to były jedynie listy z pustki, sugestie i wskazówki. Jeśli ktoś inny je odczyta, nie mają już sensu. Taka jest natura słów Buddy. Aby zrozumieć słowa Buddy nie możemy polegać na naszym „myślącym umyśle”. Aby móc odczytać list od Buddy, musimy najpierw zrozumieć jego świat.

Urzeczywistnić pustkę wody w szklance nie oznacza wcale „wypić ją”. Pustka oznacza bezpośrednie, czyste doświadczenie bez odniesienia do formy czy koloru. W ten sposób nasze doświadczenie jest „puste”, nie ma w nim wcześniej wyrobionych idei, naszej koncepcji siebie, naszych koncepcji wielkości czy małości, kwadratowatości czy okrągłości. Okrągły czy kwadratowy, duży czy mały nie przynależą do rzeczywistości, są po prostu koncepcjami. To znaczy urzeczywistnić pustkę wody. Nie mamy żadnej koncepcji wody nawet jeśli właśnie na nią patrzymy.

Kiedy przyjrzymy się sposobowi w jaki doświadczamy świata, zobaczymy koncepcje czasu i przestrzeni, wielkości lub małości, ciężkości lub lekkości. Oczywiście potrzebujemy pewnego rodzaju skali, w naszym umyśle jest ich wiele i poprzez ich pryzmat doświadczamy rzeczy. Mimo tego żadna rzecz sama w sobie nie ma swojej skali. Jest to coś, co sami dodajemy do rzeczywistości. Ponieważ zawsze ich używamy i tak bardzo na nich polegamy, zaczynamy myśleć, że skale naprawdę istnieją. Ale tak nie jest. Gdyby tak było, istniałyby wraz z rzeczami. Używając skali możemy podzielić jedną rzeczywistość na części, małe i duże, kiedy tylko jednak skonceptualizujemy coś, to doświadczenie jest już martwe.

Usuwamy koncepcje małości i wielkości, dobra i zła z naszego sposobu doświadczania świata, ponieważ nasza skala zwykle bazuje na koncepcji „ja”. Kiedy mówisz dobry albo zły, to sam jesteś skalą. Ta skala nie zawsze wygląda tak samo. Każdy ma swoją indywidualną skalę. Nie twierdzę, że wszystkie skale są złe, tylko że mamy tendencję do używania naszej egoistycznej skali do analizowania i oceniania. Ta egoistyczna część powinna zostać opróżniona. Proces opróżniania jest praktyką zazen i przyzwyczajaniem się do akceptowania rzeczy takimi jakimi są, bez idei wielkości czy małości, dobra czy zła.

Kiedy artysta lub pisarz chce wyrazić swoje bezpośrednie doświadczenie, może coś namalować lub napisać. Jeśli jednak ich doświadczenie jest bardzo intensywne lub czyste, mogą zarzucić próby opisania go i powiedzieć tylko „Ojej”. I to wszystko. Dużo przyjemności sprawia mi dbanie o mój miniaturowy ogródek przed domem. Kiedy jednak idę nad rzekę i widzę przepiękne skały i płynącą wodę, wtedy poddaję się „O nie! Nawet nie będę próbował zrobić takiego ogrodu z kamieni. Dużo łatwiej byłoby mi oczyścić całą zatokę Tassajara Creek z papierków i gałęzi”.

W naturze zawarte jest piękno wykraczające poza piękno. Kiedy patrzymy na jakiś jej wycinek możemy pomyśleć, że ten kamień można by przesunąć w jedną stronę, a tamten w drugą — myślimy, że w ten sposób stworzymy pełny ogród. Ponieważ zawężasz rzeczywistość poprzez swoją małą skalę „ja”, widzisz ładny lub brzydki ogród i chcesz poprzesuwać jakieś kamienie. Jeśli jednak szerokim umysłem zobaczysz całą sytuację nie będziesz już chciał niczego zmieniać.

Tym czymś jest pustka sama w sobie, ponieważ jednak coś do niej dodajesz, psujesz cały efekt. Tak więc postrzeganie rzeczy pustymi jest nie psuciem ich. Kiedy siedzisz w shikantaza nie przejmuj się dźwiękami, nie manewruj swoim myślącym umysłem. Oznacza to nie poleganie na zmysłach ani na myśleniu, jedynie czytanie listu ze świata pustki. To jest shikantaza.

Opróżnić nie jest tym samym co zaprzeczyć. Zwykle kiedy czemuś zaprzeczamy pragniemy to zastąpić czymś innym. Kiedy zaprzeczam niebieskiej filiżance znaczy to, że chciałbym mieć białą. Kiedy dyskutujesz i zaprzeczasz ideom innych, próbujesz przekonać ich do swoich poglądów. Tak zwykle robimy. Nie na tym jednak polega nasza droga. Poprzez usunięcie naszych dodanych, egoistycznych koncepcji oczyszczamy sposób w jaki postrzegamy świat. Kiedy patrzymy i akceptujemy rzeczy takimi, jakimi są, nie odczuwamy potrzeby zamieniania jednej rzeczy na drugą. To właśnie rozumiemy pod pojęciem „pustki wszystkich zjawisk”.

Kiedy opróżniamy rzeczy, pozwalamy im być takimi jakimi są, wszystko zaczyna właściwie funkcjonować. Pierwotnie rzeczy są ze sobą powiązane, są jednością i rozprzestrzeniają się jako jedność. Kiedy im na to pozwalamy, doświadczamy pustki zjawisk. Przy takim podejściu możemy mieć religię bez koncepcji religii. Jeżeli w naszej religijnej praktyce brak tego podejścia, staje się ona niczym opium. Oczyszczenie naszego doświadczenia i postrzeganie rzeczy takimi jakimi są jest zrozumieniem pustki oraz tego, dlaczego Budda przekazał tak wiele nauk.

W naszej praktyce shikantaza niczego nie poszukujemy, ponieważ jeśli czegoś szukamy, jest również koncepcja kogoś, kto szuka. Następnie próbujemy osiągnąć coś, co podbudowałoby koncepcję „ja”. Tak to wygląda, kiedy się o coś staramy, naszym zadaniem jest jednak pozbycie się tej skoncentrowanej na sobie aktywności. W ten sposób oczyszczamy nasze doświadczenie.

Na przykład kiedy czytasz, twoja żona lub mąż może powiedzieć „Czy masz ochotę na herbatę?”, „Nie dziękuję, jestem zajęty” odpowiesz „Nie przeszkadzaj mi”. Myślę, że trzeba tu być ostrożnym. Dużo lepiej jest powiedzieć „Tak, to doskonały pomysł, proszę zrób mi herbatę”. Wtedy odkładasz książkę na bok i pijesz herbatę. Następnie wracasz do lektury.

W przeciwnym wypadku twoje nastawienie wygląda tak „Jestem teraz bardzo zajęty!”. Nie jest to najlepsze podejście, ponieważ wtedy twój umysł nie funkcjonuje w pełni. Jedna jego część ciężko pracuje, a inna nie. Tracisz równowagę. Może w przypadku czytania nie jest to jeszcze tak złe, jednak w przypadku kaligrafii, jeśli twój umysł nie jest w stanie pustki, twoja praca od razu powie ci „Nie jestem w stanie pustki”. Wtedy należy przerwać pracę.

Jeżeli jesteś uczniem Zen taka kaligrafia to powód do wstydu. Kaligrafia jest praktyką zazen. Dlatego kiedy kaligrafujesz, a ktoś mówi „Proszę, herbata dla ciebie” a ty odpowiesz „Nie mogę, kaligrafuję”, twoja kaligrafia odpowie „Nie, nie!”. Nie możesz oszukać samego siebie.

Chciałbym, żebyście zrozumieli, co robimy w naszym Ośrodku Zen. Czasami praktykowanie zazen jako swojego rodzaju ćwiczenia czy treningu sprawiającego że twoja praktyka jest mocniejsza a twój oddech bardziej naturalny i płynny jest w porządku. To prawdopodobnie zawiera się w praktyce, ale kiedy mówimy shikantaza, nie mamy akurat tego na myśli. Praktyka shikantaza działa, jeśli otrzymujemy listy z pustki.

Dziękuję bardzo.

  • 1. Shikantaza zwykle tłumaczy się jako „po prostu siedzenie”. Można również powiedzieć „nie powstrzymywanie ani nie podążanie za myślami”. Suzuki wyrażał to również na inne sposoby „Żyj w każdym momencie”, „Pełny wydech” albo mówił „Shikantaza to jest po prostu bycie sobą”. Jest to jedno z tych wyrażeń, które można by tłumaczyć bez końca w ogóle go nie wyjaśniając, a jeśli kiedyś pomyślisz czy „to” jest shikantaza, to na pewno nim nie jest.